AktualnościMiasto i region

Tylko remis! Mecz Rakowa Częstochowa i Śląska Wrocław zakończył się wynikiem 1:1

Raków Częstochowa nie został największym wygranym kolejki w PKO Ekstraklasie. Zremisował 1:1 ze Śląskiem Wrocław, a mogło być nawet gorzej. To rywale oddali więcej strzałów celnych, a w doliczonym czasie trafili w słupek.

Śląsk już wystartował odważnie i przeprowadził dwa ataki krótko po rozpoczęciu meczu. Pierwszy z nich zakończył się upadkiem Caye Quintany, ale zdaniem sędziego wszystko było tam zgodnie z przepisami. Następnie przyjezdni próbowali pokonać Kacpra Trelowskiego strzałem głową po rzucie rożnym.

Rozdrażniony Raków zaczął odpowiadać coraz częstszymi atakami na coraz mocniej rozluźnioną obronę przeciwnika. W 23. minucie Deian Sorescu uruchomił podaniem prostopadłym w pole karne Vladislavsa Gutkovskisa, a ten oddał minimalnie niecelne uderzenie na bramkę gości. Było to poważne ostrzeżenie dla Śląska, zapachniało prowadzeniem faworyta.

Były w pierwszej połowie fragmenty przewagi Rakowa, ale też takie, w których Śląsk pokazywał pazury, dlatego trener Piotr Tworek mógł być zadowolony z postawy zespołu. Wraz z nią przyszła nagroda.

Śląsk strzelił „gola do szatni” na 1:0. Świetne, miękkie podanie z głębi pola było idealne do zdobycia prowadzenia. Caye Quintana męczył się niemiłosiernie ze swoim zadaniem, ale po dwóch strzałach w Kacpra Trelowskiego, oddał trzecie do bramki. Quintana mógł cieszyć się z pierwszego gola w PKO Ekstraklasie, a wrocławianie mieli czego bronić po przerwie.

Raków rozpoczął drugą połowę z dwoma nowymi zawodnikami w jedenastce. Trener Marek Papszun postanowił wprowadzić Bena Ledermana za Waleriana Gwilię oraz Mateusza Wdowiaka za Władysława Koczerhina. Nie minęło dużo czasu i piłka zatańczyła blisko bramki Rakowa. Michał Szromnik nie pozwolił jednak na doprowadzenie do remisu strzałem z rzutu wolnego Iviego Lopeza. Było to pierwsze uderzenie celne Rakowa.

W 62. minucie Raków doprowadził do remisu 1:1, jego napór został potwierdzony golem Patryka Kuna. Kadrowicz Czesława Michniewicza pokonał niepewnego Michała Szromnika uderzeniem zza pola karnego. Płasko bita piłka powinna być sparowana, a jednak wylądowała w siatce.

Obu zespołom zależało na rozstrzygnięciu meczu, a bramkarze zostali sprawdzeni strzałami z rzutów wolnych. Michał Szromnik poradził sobie z próbą Iviego Lopeza, a Kacper Trelowski nie dał się pokonać Fabianowi Piaseckiemu. Po licznych zmianach, kartkach, awanturach skończyło się podziałem punktów. Jeszcze w doliczonym czasie Waldemar Sobota miał ogromną szansę na strzał do bramki Rakowa, ale trafił w słupek.

fot.: PAP